Ogólne

Czy uczennice i uczniowie mogą popełniać błędy?


25 maja 2021

Szkoła po pandemii powinna być bardziej elastyczna, mniej nastawiona na ocenianie, a bardziej na przygotowanie ucznia do przyszłego życia – uważają eksperci. Zmiana podejścia do edukacji będzie jednak niezwykle trudnym zadaniem.

– Problemy polskiej szkoły nie zaczęły się wraz z pandemią, ciągną się już od dłuższego czasu. Brak jakichkolwiek rzetelnych działań, żeby klasy nie liczyły ponad trzydzieści osób, przy jednoczesnym snuciu pięknych baśni na temat indywidualizacji procesu edukacyjnego, są tego dobrym przykładem – stwierdził w jednym ze swoich wpisów na Facebooku Paweł Lęcki, nauczyciel języka polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego w Sopocie.

To właśnie wspomniana indywidualizacja ma być początkiem zmian w polskiej szkole. Wielomiesięczne zamknięcie w domach oraz nauka zdalna ponownie zwróciły uwagę na to, że każdy z uczniów ma inne potrzeby oraz w różnym tempie przyswaja wiedzę.

– Główna zmiana ma polegać na przejściu od edukacji skupionej na realizacji podstawy programowej do edukacji skoncentrowanej wokół ucznia i jego rozwoju, gdzie nauczyciel jest przewodnikiem prowadzącym swoich wychowanków, a nauki doświadcza się w sposób spersonalizowany – twierdzą eksperci powołani przez prof. dr hab. Jerzego Hausnera – Przewodniczącego Rady Programowej Open Eyes Economy Summit. Przygotowali oni raport o edukacji „Między pandemią COVID-19 a edukacją przyszłości”.

Nauka? Najlepiej na własnych błędach

Zdaniem ekspertów współczesna polska szkoła nie stwarza warunków do eksperymentowania, mierzenia się z wyzwaniami, do uczenia się przez doświadczenie, którego częścią jest możliwość popełniania błędów.

– Szkoła powinna tworzyć warunki, w których osoby uczące się nie boją się popełniać błędów, lecz traktują je jako wyzwania i szanse na rozwój. Doświadczenie i nauka powinny być inspirujące i dla uczniów, i dla nauczycieli. Także oni potrzebują więcej swobody. Tylko nauczyciel, który czuje się podmiotowo, będzie w stanie podołać nowym zadaniom – napisano.

Te zadania to przede wszystkim zmiana modelu nauczania z transmisyjnego na zdobywanie wiedzy przez doświadczanie, stawianie pytań i  próbę ich rozwiązania, wyjaśnianie przyczyn obserwowanych zjawisk, szukanie powiązań między faktami. To może być jednak trudne, gdyż „na przeszkodzie wdrożeniu takiego podejścia stoi zakorzeniony w systemie edukacji odruch tropienia i wytykania błędów, nie zaś wykorzystywanie pomyłek jako nieodzownego elementu zdobywania doświadczeń w procesie uczenia się”.

Duża liczba błędów oznacza jednak spore problemy. Od napisanego na jedynkę sprawdzianu, po kłopoty z zaliczeniem przedmiotu. Bo edukacja kojarzona jest przede wszystkim z oceną – niedostateczną czy celującą. I tylko na ich podstawie, nomen omen, ocenia się dokonania ucznia. Nie patrząc na jego możliwości, zdolności czy zainteresowania. Z takim podejściem nie zgadza się Lęcki, którego wpisy dotyczące edukacji biją rekordy popularności w internecie.

– Oceny nie są edukacją, nie są jej priorytetem, sprawdzian to nie edukacja, a tylko forma sprawdzenia tego, co w danej chwili się dzieje – przypomina polonista.

Co jest w takim razie priorytetem? To powinna wyjaśnić spójna koncepcja edukacji odpowiadająca na pytanie, czym w dzisiejszym świecie jest edukowanie i kształcenie.

– Zmiana w polskiej szkole jest niezbędna, ale najpierw trzeba wytłumaczyć wszystkim, dlaczego tak naprawdę edukacja jest najważniejsza na świecie, gdyż w niej w zasadzie początek ma wszystko inne – zaznacza Lęcki.

 

Przygotowanie do zmian

Zmieniająca się szkoła powinna, zdaniem ekspertów zespołu prof. Hausnera, przede wszystkim niwelować „poszerzającą się lukę rozwojową”, która dzieli nas od społeczeństw wysoko zaawansowanych. Tylko wtedy w przyszłości może zmienić się pozycja polskiej gospodarki w skali globalnej. To „zadanie stanowi oś myślenia o zmianach w systemie edukacji”. Ta zmiana powinna się dokonać m.in. poprzez znacznie szerszy – europejski i globalny – kontekst, wykraczający poza narodowe podejście, którego zwolennikiem jest minister właściwy do spraw oświaty i wychowania oraz nauki i szkolnictwa wyższego  Przemysław Czarnek.

– Chyba nigdy debata publiczna w tym zakresie nie była tak ożywiona. Rośnie świadomość, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek, mnożą się więc pomysły zmian, i drobnych, i rewolucyjnych. Zdalne nauczanie ujawniło rozmaite wady naszego szkolnictwa, ale także wymusiło pewien postęp technologiczny i (jednak) mentalny. Co prawda, za sprawą pandemii oraz takiej a nie innej ekipy władającej narodową edukacją i nauką, funkcjonujemy póki co na jałowym biegu, ale energia potencjalna zmiany powoli się kumuluje – podkreśla z kolei Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO na Bemowie w Warszawie oraz autor bloga „Wokół Szkoły”.

– Zdolność do adaptacji nie jest pasywna, to między innymi umiejętność samodzielnego poszukiwania wiedzy i rozwijania własnych kompetencji, odnajdywania w sobie motywacji, rozwiązywania problemów, stawiania trafnych pytań i akceptacji ryzyka, jakie przynoszą – czytamy w raporcie.

Zmian w szkołach nie będzie jednak bez przemian na uczelniach. Przygotowanie do pracy w szkole polega przede wszystkim na pogłębianiu wiedzy z danej specjalności czy dziedziny. Brakuje tu innowacji i praktyki.

– Aktualnie praktyki pedagogiczne bywają traktowane jako formalność, którą należy zaliczyć, uzupełnienie głównego programu studiów, a nie jako ich podstawa. Jeśli więc obserwujemy problemy z edukacją, to zaczynają się one od uczelni właśnie; od tego, w jaki sposób w szkolnictwie wyższym myśli się o wiedzy i nauce, jak się naucza, jak kształtuje się nawyki przyszłych nauczycieli – zauważają eksperci.

A takie podejście prowadzi do braku interdyscyplinarności. Sami nauczyciele akademiccy stosują archaiczne metody nauczania, bo innych nie znają. „Dziedziczą te nawyki”.

– Na uczelniach, poza naukami eksperymentalnymi, rzadko prowadzone są pracownie metodyki nauczania danego przedmiotu. Nie ma też programu rozwoju kompetencji dydaktycznych, szkoleń w nowych metodach i technikach, które znane są w tym środowisku tylko z prac teoretycznych. Uczelnie wciąż koncentrują się na tym, co ma student wiedzieć, a nie jak sprawić, żeby to rozumiał – konkludują autorzy raportu. I sugerują wyłonienie nowych liderów, którzy zredefiniują edukację wyższą m.in. w oparciu o nowoczesne technologie. Bo najważniejszym celem uniwersytetów powinno być „kształcenie specjalistów od zmiany we wszystkich dziedzinach życia”.