Ogólne

Miasta tracą wpływ na zarządzanie oświatą, ale ich wydatki na szkoły rosną


25 czerwca 2021

Podejmowane przez rząd decyzje, powodujące uszczuplenie dochodów podatkowych jednostek samorządu terytorialnego są groźne przede wszystkim dla realizacji przez miasta i gminy zadań własnych – mówi Mariusz Banach, Zastępca Prezydenta Miasta Lublin ds. Oświaty i Wychowania.

 

Jak Pan ocenia zaproponowane przez Ministerstwo Edukacji i Nauki zmiany w prawie oświatowym zakładające istotne wzmocnienie roli kuratora oświaty w zarządzaniu szkołami?

Mariusz Banach: Samorządy tracą kolejne kompetencje. Najbardziej jest to widoczne w takich sferach jak oświata czy służba zdrowia. Ale nie tylko. Widać to także na przykładzie kolejnych zmian wprowadzanych w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, czy chociażby w przepisach dotyczących ustalania cen za dostarczanie wody i odbiór ścieków. To się wpisuje w pewną całość, którą można i trzeba określić, jako stopniowe pozbawianie samorządu terytorialnego jego ustawowych kompetencji.

Niewątpliwie propozycje resortu oświaty wpisują się w tę tendencję

Mają one bardzo duży ciężar gatunkowy. Ich wejście w życie spowoduje de facto pozbawienie miast, gmin czy powiatów wpływu na obsadzanie stanowiska dyrektora szkoły, czy możliwość kształtowania sieci szkół. Niewiele też będziemy mieli do powiedzenia w kwestii organizacji zajęć dodatkowych. Obawiam się, że będzie to służyło stopniowemu wyłączaniu z nauczania edukacji regionalnej, skierowanej do mniejszości narodowych i etnicznych, ale nie tylko. Jest ona bowiem
w dużej mierze realizowana właśnie przez różnego rodzaju stowarzyszenia i organizacje pozarządowe.

Jednocześnie edukacja nadal pozostaje formalnie zadaniem samorządowym. Jest powszechnie z samorządem kojarzona.

Dokładnie tak. To prezydent miasta, burmistrz, czy wójt jest pracodawcą dla nauczycieli i dyrektora szkoły, która – w powszechnym przekonaniu mieszkańców – jest samorządowa. To wreszcie samorząd ponosi odpowiedzialność za funkcjonowanie placówek oświatowych na swoim terenie, także odpowiedzialność finansową.

Minister oświaty odpowiedziałby Panu, że to z budżetu centralnego pochodzi subwencja oświatowa…

… owszem, pewnie dodałby, że subwencja ta co roku jest wyższa. Szkoda tylko, że obecnie nie wystarcza już nawet na sfinansowanie samych wynagrodzeń nauczycieli, a kwota, którą samorządy muszą „dokładać” do zadań oświatowych systematycznie rośnie. Obecnie wynosi już prawie 40 proc.

No właśnie, jak to wygląda z perspektywy Lublina?

Corocznie z budżetu miasta dokładamy do zadań oświatowych, które powinny być subwencjonowane około 40 proc. Przykładowo w 2020 r. subwencja oświatowa dla Lublina wyniosła około 500 mln zł,
a wydatki na oświatę oscylowały wokół kwoty 800 mln zł.

Z czego dokładać?

I to właśnie zaczyna być największym zmartwieniem samorządów, zwłaszcza w kontekście już zrealizowanych i kolejnych – zapowiadanych – zmian w podatkach dochodowych.

Mówi Pan o zapowiadanych w Polskim Ładzie zmianach w podatku PIT?

Tak. Są one z pewnością korzystne dla podatników, ale w połowie finansuje je samorząd. Ta informacja nie może się przebić do opinii publicznej, a przecież dla miasta takiego jak Lublin oznacza ona ubytek w dochodach rzędu 100 mln zł – 150 mln zł.

Te ubytki są powszechnie wiązane z inwestycjami

Faktycznie. Tak się stało, że te niekorzystne zmiany ograniczające dochody miast czy gmin są kojarzone właśnie z inwestycjami. Również rząd mówi o subwencji inwestycyjnej w kontekście wyrównywania czy rekompensowania samorządom utraconych dochodów. Tymczasem to nie inwestycje są największym problemem samorządów. Największym problemem samorządów jest budżet wydatków bieżących, czyli ten z realizacją codziennych usług dla mieszkańców.

 

Michał Cyrankiewicz-Gortyński

Redaktor