Ogólne

Populistyczne działania nie obniżą opłat za śmieci


30 czerwiec 2021

- Kluczem do obniżenia mieszkańcom opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi jest stworzenie rynku surowców wtórnych, rozszerzona odpowiedzialność producenta i uszczelnienie systemu. Aby je wprowadzić wystarczy skorzystać z funkcjonujących w zachodniej Europie wzorców. Populistyczne działania, takie jak pomysł, aby gmina dotowała system z innych dochodów, to tylko przekładanie pieniędzy z lewej kieszeni do prawej – mówi Michał Sztybel, Wiceprezydent Bydgoszczy

Czy proponowane w projekcie nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (druk sejmowy nr 1275) zmiany (np. możliwość indywidualnego rozliczania właścicieli mieszkań w budynkach wielolokalowych) faktycznie doprowadzą do zmniejszenia ponoszonych przez mieszkańców opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi?

Michał Sztybel: Trudno jest mi na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć na podstawie tego co znajduje się w projekcie. Co gorsza autor tych propozycji: Ministerstwo Klimatu i Środowiska także nie zna na nie odpowiedzi.

Dlaczego?

Proste, nikt nie przeprowadził symulacji, czy wyliczeń np. kosztów organizacyjnych wprowadzenia możliwości składania indywidualnych deklaracji na odbiór odpadów komunalnych przez właścicieli mieszkań w budynkach wielolokalowych.

Jakie to będą koszty?

Poza obsługą administracyjną samych deklaracji – wprowadzenie takiego rozwiązania spowoduje, że ich liczba wzrośnie, i to bardzo; koszty związane m.in. z wyposażeniem mieszkańców w indywidualnie oznaczone kodami kreskowymi worki. Trzeba je będzie też wyprodukować. Montaż czytników kodów kreskowych w pojemnikach, czy wiatach śmietnikowych itp. Tych rzeczy, wyliczeń tych kosztów resort klimatu w ogóle nie uwzględnił projektując skierowaną do Sejmu nowelizację. A jakie będą – no właśnie tego nie wiadomo, bo takich danych nie ma. Podkreślam: nie chodzi o to, że są one niedokładne, czy złe. Takich wyliczeń po prostu nikt w resorcie klimatu nie zrobił. Zresztą nawet gdyby takie wyliczenia były, to w mojej ocenie to nie w tych propozycjach należy szukać rozwiązań, które mogłyby obniżyć koszty gospodarki odpadami, a w konsekwencji uiszczane przez mieszkańców opłaty.

To w takim razie gdzie kryje się rozwiązanie tego problemu?

Kluczem jest rynek towarów wtórnych, czyli ponowne wykorzystanie poprawnie wyselekcjonowanych odpadów (papieru, metalu, plastiku, szkła itp.) jako surowca. Jeżeli taki rynek nie powstanie, to nasi mieszkańcy mogą być mistrzami świata w segregowaniu odpadów, a i tak będą za nie płacili coraz więcej, ponieważ nie jest to surowiec, który miasta i gminy mogłyby sprzedać i pozyskać z tego tytułu dochody, które – przeznaczone na funkcjonowanie systemu gospodarowania odpadami komunalnymi – mogłyby wpłynąć na obniżenie opłat pobieranych od mieszkańców. Inaczej mówiąc: dopóki nie będzie rozszerzonej odpowiedzialności producentów, dopóty nie będzie można mówić o obniżeniu opłat dla mieszkańców. Dziś oczywiście sprzedajemy surowce, ale przychody z tego są śladowe w stosunku do kosztów i systematycznie spadają przez to, że na producentów nakładane są dziś w Polsce minimalne obowiązki.

Z wypowiedzi Pana koleżanek i kolegów samorządowców, które padały chociażby w Sejmie podczas pierwszego czytania można było raczej wywnioskować, że właściciele lokali, którzy zdecydują się przejść na system indywidualny, będą się musieli liczyć z koniecznością poniesienia kosztów, a ich opłaty mogą nie zmaleć, a przeciwnie wzrosnąć.

Tak. Wszystko przez to, że ustawodawca nie przesądził w projekcie kto za jakie koszty odpowiada w związku z przejściem na system indywidualny ze zbiorowego. Nie jest zatem jasne, które z nich mają obciążyć właścicieli, a które spoczywają na gminie.

Do tego dochodzą kwestie związane z obsługą administracyjną. Mówiła o tym na posiedzeniu połączonych Komisji w Sejmie Olga Goitowska, zastępca Dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej UM Gdańska.

Chcę jednak jeszcze raz podkreślić, że nawet skrupulatna segregacja odpadów, najnowocześniejsze technologie i najlepsze przepisy prawa nie poradzą sobie z problemem, jeżeli nie będziemy mieli rozwiniętego rynku surowców wtórnych i rozszerzonej odpowiedzialności producenta.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska mówi samorządom: chcecie aby mieszkańcy płacili mniej za śmieci – możecie ich dotować z innych dochodów budżetowych. To chwytliwe hasło. Dlaczego niestety nieprawdziwe?

Z możliwości dotowania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi z innych dochodów nie przybędzie pieniędzy. To jest tak jakbyśmy przekładając pięć złotych z prawej kieszeni do lewej mówili, że mamy dziesięć złotych.  Otóż nie, nadal mamy te same pięć złotych. Jeżeli wydamy je na gospodarkę odpadami, to nie będziemy mogli wydać go na inne usługi i świadczenia dla mieszkańców. Będziemy pogłębiali dzisiejsze patologie wynikające z ze złych przepisów krajowych polegające na tym, że uczciwi dopłacają nieuczciwym. Może śmieci będą tańsze, ale spadnie jakość edukacji, komunikacji publicznej, mniej będzie realizowanych bieżących remontów, czy wydarzeń kulturalnych. Wreszcie najważniejsze: niezależnie od tego, czy system gospodarowania odpadami będzie w całości finansowany z uiszczanej przez mieszkańców opłaty, czy z innych dochodów budżetowych, to i tak ostatecznie źródło tego finansowania będzie znajdować się w kieszeni naszych mieszkańców. To oni bowiem, poprzez podatki, opłaty inne daniny publiczne składają się na gminny budżet.

Chciałem w tym miejscu dodać jeszcze jedną rzecz: propozycja dopłat pokazuje wielką niekonsekwencję MKiS, które wprowadzając to rozwiązanie mówi: to tylko możliwość. Gminy mogą same zdecydować. Macie swobodę w tym zakresie. Jednocześnie resort zabiera samorządom możliwość takiego swobodnego decydowania w wielu innych miejscach ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Skutek zmian na pewno będzie jeden: polityczne wojny w każdej gminie. To jest, w mojej ocenie, prawdziwy cel rządzących.   

Gdzie zatem należy szukać tych dodatkowych pieniędzy?

Powtarzam i będę powtarzał jak mantrę: te pieniądze są u producentów, w wielkich korporacjach, które odpowiadają za wprowadzanie na rynek ogromnych ilości opakowań, często bardzo trudnych do odzysku lub utylizacji, i – obecnie – nic tych producentów nie obchodzi, co dalej się z tymi odpadami dzieje. Także jeszcze raz: rozszerzona odpowiedzialność producenta, rynek surowców wtórnych – to są właściwe rozwiązania. Więcej, nie musimy tutaj wyważać żadnych drzwi, te stoją szeroko otwarte. Rozwiązania o których mówię są powszechnie stosowane w całej zachodniej Europie. Wystarczy właściwa implementacja rozwiązań obowiązujących w Unii Europejskiej i w jej państwach członkowskich. Naprawdę, nie musimy wymyślać koła.

Dlaczego nie zostały do tej pory wprowadzone?

To jest tylko i wyłącznie strach rządu przed dużymi korporacjami, strach przed tym, że trzeba z nimi usiąść do stołu i rozmawiać, powiedzieć jakie będą nowe zasady gry. To jest jedyny powód, dla którego Minister Klimatu i Środowiska tłumaczy, że to jest trudna i skomplikowana materia. Jedyne co jest trudne i skomplikowane to powiedzenie korporacjom: jeżeli wprowadzacie szkodliwe, czy trudne do recyklingu opakowania, to musicie dokładać się do ich utylizacji. To jest jedyna droga, a Komisja Europejska już wskazuje, że Polska ma w tym zakresie opóźnienia.

Dlaczego wyłączenie nieruchomości niezamieszkałych z gminnego systemu gospodarowania odpadami komunalnymi jest rozwiązaniem tak krytykowanym przez miasta i gminy?

Tutaj ważne są dwie kwestie. Pierwsza wiąże się ze stawkami maksymalnymi. Zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego ustawodawca ma obowiązek wprowadzić do [przepisów stawki maksymalne opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi, w tym także tych pobieranych od mieszkańców. Zostały one wprowadzone dwa lata temu, w takiej wysokości, która nie wystarczała nawet na pokrycie kosztów wywozu śmieci z biur czy sklepów. Samorządy zgłaszały ten problem w trakcie prac legislacyjnych, ale bezskutecznie. Efekt był taki, że mieszkańcy (właściciele nieruchomości zamieszkałych) musieli „dopłacać” do odbioru odpadów z firm, sklepów, czy obiektów usługowych. Efekt: ich opłaty rosły. Nie z winy samorządów, a ustawodawcy – trzeba to bardzo wyraźnie podkreślić.

Problem był na tyle palący, że Bydgoszcz przygotowała własny projekt ustawy w tym zakresie. Został  on przesłany do resortu środowiska, który przyjął nasze argumenty i obiecał kwestię ustalania opłat maksymalnych od nieruchomości niezamieszkałych korygować w kolejnej nowelizacji i faktycznie projekt procedowany w Sejmie zmiany w tym zakresie przewiduje.

Warunkiem, aby nowelizacja w tym zakresie przyniosła skutek koniecznym jest, aby nieruchomości niezamieszkałe były w gminnym systemie. I znowu mamy problem spowodowany przez ustawodawcę, który w 2019 r. postanowił, że to nie gmina a przedsiębiorca, firma będzie decydować, czy do gminnego systemu chce należeć, czy nie. Zmiana ta rozszczelniła system. Spowodowała m.in., że gminy straciły kontrolę nad znacznym strumieniem odpadów komunalnych powstających na nieruchomościach niezamieszkałych i odbieranych poza gminnym systemem. Nie zwolniła jednak miast i gmin z odpowiedzialności za osiągnięcie poziomów recyklingu odpadów.

Rozbicie systemu powoduje też bałagan i różnego rodzaju uciążliwości. Wystarczy wyobrazić sobie ulice w centrum miasta przy której stoją kamienice zamieszkałe, mieszane oraz niezamieszkałe i każdą obsługuje inny odbiorca odpadów. Hałas, korki, spaliny, a do tego – siłą rzeczy wyższe opłaty za odbiór odpadów. To również wskazuje, że lepszym rozwiązaniem było obowiązujące do 2019 r., kiedy to o objęciu systemem nieruchomości niezamieszkałych decydowała gmina. Do tego rozwiązania powinniśmy też powrócić. Niestety ministerstwo klimatu nie chce w tym konkretnym zakresie dać miastom i gminom pełnego prawa decydowania.

Ostatnie pytanie dotyczy procedury prac nad projektem. Jak układała się współpraca rząd – samorząd, i wreszcie kto ma rację w sporze o to czy projekt został skierowany do opiniowania przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu, a ta opinii nie wydała, czy trafił do Sejmu bez oglądania się przez rząd na opinię KWRiST?

Każdy projekt, który jest firmowany przez rząd i po akceptacji Komitetu Stałego Rady Ministrów kierowany jest do Sejmu musi posiadać opinię Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Jest prawdą, że KWRiST pracowała nad projektem nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, ale był to projekt z grudnia 2020 r. Prace te nie zakończyły się wydaniem opinii.

13 czerwca 2021 r. do KWRiST trafił zupełnie nowy projekt ustawy, który diametralnie przebudowuje elementu zawarte w projekcie z grudnia 2020 r. Zawiera też rozwiązania nowe, których w projekcie – nazwijmy go „grudniowym” - nie było.

Projekt został przez rząd skierowany do Sejmu w przeddzień posiedzenia Zespołu ds. Infrastruktury KWRiST, który miał się nim zajmować. To spowodowało decyzję, o zawieszeniu dalszych prac nad nim. W efekcie do dnia dzisiejszego Komisja nie zaopiniowała projektu.

Muszę w tym miejscu zaznaczyć, że skierowanie go do Sejmu bez opinii KWRiST jest złamaniem prawa. Zwróciłem na to uwagę podczas pierwszego czytania w Sejmie mówiąc, że nie powinien on być w ogóle przez posłów rozpatrywany.

Wiceminister Klimatu i Środowiska Jacek Ozdoba przyznał, że skierowanie do Sejmu projektu bez opinii KWRiST było błędem.

Tak. Na ostatnim posiedzeniu KWRiST przeprosił za całą tą sytuację. Wyraził też wolę współpracy nad nim z partnerami samorządowymi.

Po stronie samorządów jest taka gotowość.

Oczywiście, zwłaszcza, że nie krytykujemy w czambuł całego projektu. Uważamy, że jest tam wiele elementów „do dogadania”, wiele rozwiązań, które po dopracowaniu mogą okazać się dobre. Jeżeli zatem ze strony Ministerstwa Klimatu i Środowiska jest wola rzeczywistej współpracy, to jesteśmy gotowi do rozmów.

Michał Cyrankiewicz-Gortyński

Redaktor