Ogólne

Propozycje MEN’u to koniec polskiej szkoły jaką znamy – szkoły uczniów, rodziców i nauczycieli.


22 lipiec 2021

Obecnie polska szkoła jest miejscem dialogu, kompromisu i porozumienia – to nie jest łatwy dialog, czasem wymuszony przepisami jak w przypadku wyboru dyrektora placówki, czasem któraś strona ma poczucie niewysłuchania – ale ta rozmowa cały czas się toczy. Ścierają się różne poglądy i każdy z nich ma prawo do zaistnienia w przestrzeni szkoły. Dbają o to nauczyciele i dyrektorzy szkół, ale także samorządy i rodzice - przynajmniej część z nich, tam gdzie ludzie się angażują. Nie dajmy tego zniszczyć - mówi Dorota Zmarzlak, wójt gminy Izabelin, członek zarządu Związku Gmin Wiejskich RP i Stowarzyszenia „Tak! Samorządy dla Polski”

Dla mnie kluczem w komunikacji proponowanych zmianach są rodzice. Rząd przyzwyczaił nas do ignorowania środowiska nauczycieli czy środowiska samorządowego.  Nie łudźmy się, że nasze stanowiska robią na kimkolwiek wrażenie. Tylko rodzicie mogą zatrzymać zmiany, odbierające im „władzę” nad ich dziećmi na ładnych kilka godzin dziennie. Bo to ich dzieci będą indoktrynowane w tym nowym systemie.

Dość częste jest myślenie, że samorząd może narzucać szkołom co chce. Tak nie jest. Jeśli dyrektor i rada rodziców mają inną wizję pracy szkoły, to ja swojej nie zrealizuję. Nie mogę niczego narzucać bez zgody innych.

Dyrektor musi być silny i autonomiczny. Jeśli będzie przestraszony i uzależniony od kuratorium oświaty, czy też od wójta, burmistrza czy prezydenta to nie będzie szkoły, będą koszary. I do tego zmierza minister edukacji. Tak samo silna powinna być reprezentacja uczniów w samorządzie uczniowskim, ze wspierającą, doradczo-opiniującą rolą Rady Rodziców.

Dzisiaj podstawą jest dotarcie do rodziców i opiekunów dzieci. Oni muszą usłyszeć i zrozumieć, że skończy się ich wpływ na szkołę i na to, czego i jak uczą się ich dzieci. Tu nie chodzi o samą podstawę programową, raczej o całą otoczkę wokół szkoły, o życie szkolne, jego barwy, które mają związek z otaczającą nas rzeczywistością. Żaden polityk nie może, nie ma prawa tego polskiej szkole odbierać.

W tej chwili samorząd jest tylko jednym ze „szkolnych” graczy. Powtórzę - nie dajcie sobie wmówić, że my czyli organ prowadzący może wszystko. Bo to nie jest prawdą. Popatrzmy: przepisy są takie same wszędzie a szkoły mamy tak różne. Wszystkim nam powinno zależeć na utrzymaniu tej różnorodności w mocy. np. u mnie w szkole jest zarówno Bal Wszystkich Świętych jako antidotum na Halloween jak i warsztaty radzenia sobie z emocjami. Bo takie były inicjatywy rodziców i taką mamy w gminie Izabelin różnorodną społeczność. Bo to jest właśnie szkoła tej lokalnej wspólnoty.

Popatrzmy na licea ogólnokształcące, przecież one mają tak różne podejścia, programy, inicjatywy. Każda szkoła ma na siebie jakiś pomysł w ramach tych samych przepisów. W tej chwili nie ma jednego interesariusza systemu, który mógłby bezwzględnie narzucać wszystkim tym grupom swoją wolę. Należy to utrzymać.

Dodatkowo planowane zmiany dotyczące nadzoru i zgody Kuratora Oświaty na realizację dodatkowych zajęć w szkole przez stowarzyszenia, fundacje, osoby fizyczne, to nie tylko wprowadzanie politycznej cenzury do szkół i przedszkoli, ale przede wszystkim ubezwłasnowolnienie rodziców, którzy tracą prawo do wyboru dla swojego dziecka rozszerzonej oferty edukacyjnej.  To będzie szczególnie bolesne na obszarach wiejskich gdzie dostęp do dóbr kultury, klubów sportowych czy specjalistów jest i tak utrudniony.  Na wsiach ta dodatkowa oferta edukacyjna jest niezwykle ważnym elementem wyrównania szans i już dziś niejednokrotnie trudno pozyskać osoby chętne do pracy, a po komplikacjach formalnych będzie w wielu miejscach po prostu niemożliwe.

Drodzy Państwo, pierwszą osobą, która decyduje o dziecku jest rodzic. A rodzic ma prawo wychować swoje dziecko zgodnie ze swoimi przekonaniami, tak długo jak nie robi mu krzywdy. Na ten moment jeszcze w Polsce takie prawo ma. Za chwilę je straci.