Ogólne

Szkoła musi być otwarta na ucznia


04 maj 2021

– Czas przestać myśleć o szkole w kategoriach rankingów, porównywania wyników i testów. – mówi w trzeciej i ostatniej rozmowie cyklu  dr hab. Prof. UAM Beata Jachimczak, pedagożka specjalna i była dyrektorka wydziału edukacji w Urzędzie Miasta Łodzi. Od wielu lat ekspertka ds. specjalnych potrzeb edukacyjnych i edukacji włączającej.

 

Jesteśmy przygotowani systemowo na szersze wprowadzenie edukacji włączającej? Na ile nauczyciele i dyrektorzy szkół będą zdani na siebie?

Prof. Beata Jachimczak: Od wielu lat szkoła ma obowiązek dostosować  proces dydaktyczno-wychowawczy do potrzeb i możliwości dziecka. W prowadzonych przeze mnie badaniach oraz w obserwacji praktyki dostrzegam, że bardzo często bodźcem do zmian w  pracy (nastawieniu) szkoły jest pojawienie się dziecka z indywidualnymi potrzebami edukacyjnymi w jej murach. To często prowadzi do poszukiwania nowych rozwiązań i bardziej indywidualnego podejścia do ucznia. Oczywiście nie zawsze tak się dzieje. Zdarza się, że uczeń jest zostawiony samemu sobie i ponosi porażkę.

W jaki sposób zapobiec tej porażce?

Wszyscy nauczyciele powinni być systemowo przygotowani do pracy w grupach zróżnicowanych. Częściowo to już się dzieje. W 2019 r. wdrożono nowe standardy kształcenia nauczycieli. Treści dotyczące kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (w tym z niepełnosprawnością) są już w programie studiów dla nauczycieli edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej oraz dla pedagogów specjalnych.

To znaczy?

Wszyscy pedagodzy specjalni kształceni od 2019 r. realizują moduł edukacji włączającej. Przygotowują się do pracy w szkołach ogólnodostępnych w grupach zróżnicowanych. Również nauczyciele najmłodszych uczniów znajdą w swoim programie kształcenia sporo treści z zakresu pracy z uczniem z zaburzeniami rozwojowymi. Systemowo to krok do przodu, ale w dalszym ciągu pozostaje problem z niedostatecznym przygotowaniem nauczycieli przedmiotowych kończących studia i tych już pracujących, w zakresie działania w grupach zróżnicowanych. Od czwartej klasy szkoły podstawowej dziecko trafia pod opiekę nauczycieli, którzy nie są wystarczająco przygotowani do pracy diagnostyczno-terapeutyczno-wychowawczej. Nie można im odmówić przygotowania merytorycznego, ale kompetencji wychowawczych często brakuje, na co sami zwracają uwagę.

Wspomina pani o rozwijaniu indywidualnych cech. Przez 12 lat edukacji szkolnej odczułem, że indywidualizm się zabija. Pamiętam, jak w szkole podstawowej na lekcji muzyki musiałem stanąć przed klasą i śpiewać. A śpiewać nie potrafię i przy ocenie porównywano mnie do lepszych koleżanek i kolegów.

Ale po co wychodzić przed tablicę i śpiewać? O tym właśnie mówię. Przecież mógł pan wyrecytować tę piosenkę, jeśli nauczycielowi zależało na tym, żeby znać słowa. Mógł pan też tekst piosenki napisać. Nie musiał pan śpiewać, jeśli tego nie potrafi.

W jaki sposób dziecko ma przeciwstawić się nauczycielowi? To może być rodzaj upokorzenia.

Odpowiem na swoim przykładzie. Mam zaburzenia melodii słuchowej, co oznacza, że nie umiem powtórzyć żadnej piosenki dwa razy w tej samej tonacji i odpowiedniej melodii. Po prostu tego nie słyszę. Miałam to szczęście, że trafiałam w swojej edukacji na świetnych ludzi, byłam nawet w chórze.

W chórze? Właśnie pani powiedziała, że nie potrafi śpiewać.

Jak tylko śpiewałam to dyrygent mówił, że ktoś w prawym rogu fałszuje. Patrzył w moją stronę i dość szybko pojęłam, że chodzi o mnie. Później nie śpiewałam tylko otwierałam buzię i bezgłośnie „wydobywałam” tekst. Wtedy było dobrze. Mój chór nie fałszował a ja czułam, że jestem jego częścią i mogę razem z zespołem jeździć na występy. A było to dla mnie bardzo ważne ponieważ w małej szkole, do której uczęszczałam, chór był formą samorealizacji, ale również budowania wielu relacji w trudnym okresie wczesnej adolescencji.

Czy to był element edukacji włączającej?

Myślę, że tak. Nie czułam się wykluczona, a chciałam być w tym chórze ze względu na relacje rówieśnicze.

Na studiach mieliśmy zajęcia z tańca i wszystko mi wychodziło, poza muzyką. Usłyszałam od wykładowcy, że wszystko jest super, ale lepiej, żebym nigdy nie uczyła dzieci muzyki. I tak robiłam. Przed przyjęciem do pracy (w edukacji wczesnoszkolnej) mówiłam o tym dyrekcji i zastępował mnie nauczyciel muzyki. Pomimo moich fragmentarycznych deficytów rozwojowych byłam kilkanaście lat nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej i nieskromnie powiem, że do dziś moi uczniowie i ich rodzice mówią, że dobrą Ważne natomiast, żeby w toku edukacji na każdym poziomie dbać o prawidłową samoocenę i określanie razem z uczniem mocnych i słabych stron tak, aby mógł on odpowiedzialnie zaplanować dalszą ścieżką kształcenia i pracy zawodowej.

Czy w takim razie mój nauczyciel wuefu z liceum wprowadzał edukację włączającą? Zorientował się, że nie każdy jest dobry w sportach zespołowych i gdy większość kopała piłkę to kolega z klasy grał w szachy, a drugi rzucał oszczepem.

Jak najbardziej. O to w tym wszystkim chodzi, o dostrzeganie indywidualnych umiejętności. Nie wszyscy musimy robić to samo w tym samym tempie i wymiarze.

Jak nauczyciel ma unikać homogenizacji, gdy sam system tego wymaga? Uczeń jest przygotowywany do rozwiązywania testów w zgodzie z kluczem odpowiedzi. Nawet w przedmiotach humanistycznych. Nie widzę tu miejsca na indywidualizm.

Tu dochodzimy do zmiany mentalnej polskiej szkoły. Czas przestać myśleć o szkole w kategoriach rankingów, porównywania wyników i testów. Szkoły nie są sobie równe – mają różnych nauczycieli i różnych uczniów, funkcjonują w różnych środowiskach społecznych. Stąd trudno porównywać je tylko na podstawie egzaminu końcowego. Podstawa programowa oczywiście jest wspólna dla wszystkich uczniów w całej Polsce jednak powinna być dostosowywana do wymagań uczniów, u których taka potrzeba zaistnieje. Nauczyciel refleksyjny nie powinien działać pod presją wyników, musi wierzyć w swoją autonomię. Jednak  nie zawsze może lub chce z niej korzystać „zniewolony” zewnętrznymi uwarunkowaniami.

Dobrym przykładem na możliwą zmianę działania jest szkoła podstawowa nr 81 w Łodzi. Szkoła ta zaczęła przyglądać się sobie, dokonała analizy, jakie „gorsety”, mówiąc za Bogusławem Śliwerskim, ich kneblują i nie pozwalają na swobodne, refleksyjne, odpowiedzialne organizowanie przestrzeni uczenia się. Następnie te gorsety zrzucano jeden po drugim.

Co zmieniono?

Wiele. Począwszy od symbolicznego otwarcia przestrzeni poprzez przeszklone drzwi do pracowni; pracę opartą na projektach; budowanie wspólnoty opartej na relacjach; powołanie w demokratycznych wyborach Rzecznika Praw Ucznia; tutoring i wewnątrzszkolny system oceniania. Szkoła w klasach IV-VIII zamieniła  „jedynkę” na ocenę „jeszcze nie”. Ocena opisowa pokazuje, że jeszcze nie udało się uczniowi osiągnąć tyle co trzeba. Wskazuje co  należy jeszcze wykonać. I zastanówmy się, co  się dzieje z uczniami, którzy dostają kolejną jedynkę? Tracą wiarę w siebie i chęci do nauki. Stawianie jedynek przestaje działać i nie jest prorozwojowe. A ocena „jeszcze nie”, jak mówi dyr. Bożena Będzińska-Wosik, „stanowi otwartą furtkę dla ucznia, który w każdej chwili może ją poprawić”.

Czy uczeń powinien uczyć się ze strachu przed „pałą” z przedmiotu, którego nie lubi, nie potrafi czy dlatego, że jest mu to potrzebne w życiu?

Absolutnie to drugie. W takiej sytuacji widać czy nauczyciel potrafi zmotywować ucznia i zainteresować go własnym przedmiotem, który z różnych powodów sprawia dużo trudności. „To przyda ci się w życiu” – może powiedzieć nauczyciel i podać przykłady z tego życia wzięte. Dlatego tyle niepokoju budzi koncepcja szkoły włączającej, czyli szkoły dobrej dla każdego. Bo będzie ona od wszystkich wymagała dużego zaangażowania, szczególnie od nauczycieli i specjalistów zatrudnionych w szkołach.

To zmiana podejścia do szkolnictwa o 180 stopni.

Trzeba dać uczniowi przestrzeń, w której poczuje, że jest ważny. Byłam przed pandemią na konferencji związanej z modelem nowej szkoły. Wystąpiły tam dwie uczennice z siódmej klasy. Swoją wypowiedź o szkole zaczęły od tego, że są miłośniczkami psów i lubią je szkolić. Dodały, że chodząc na szkolenia dla zwierząt doszły do smutnego wniosku, że w pracy z psem mocno zaakcentowany jest aspekt poznawczo-behawioralny, czyli nie tylko ingerowano w ich zachowanie, ale także próbowano zrozumieć, dlaczego pies zachowuje się tak, a nie inaczej. Natomiast w szkole, w ich opinii, uczniowie są nadal tresowani behawioralnie, czyli żeby osiągnąć cel, nauczyciel karze lub nagradza oceną. Na sali zapadła cisza. Kilka osób nieśmiało nagrodziło te dziewczyny brawami. To było mocne uderzenie.

Czy pandemia to dobry czas na pilotaż związany z szerszym wprowadzeniem edukacji włączającej? Uczniowie znikają z systemu, inni się izolują, jest problem z przekazaniem i przyjęciem wiedzy.

Nie odkładałabym projektowanych zmian z powodu pandemii. Sam pan właśnie powiedział, że w tym czasie uwydatniły się potrzeby psychospołeczne uczniów. U niektórych uczniów odkryto, że mają specjalne potrzeby edukacyjne i wychowawcze. Badania prowadzone wśród młodzieży w okresie pandemii pokazały, że wielu z nich gorzej funkcjonuje w obszarze społeczno-emocjonalnym i po powrocie do ławek konieczne będzie ich wsparcie a czasami nawet powtórne włączenie do życia szkolnego. Nie chodzi tylko o szybkie nadrobienie programu nauczania i sprawdzanie, czego naprawdę się nauczyli, ale przede wszystkim o zadbanie o ich oraz dorosłych dobrostan.

Jaka szkoła czeka na uczniów i nauczycieli po pandemii?

Nauczyciele powinni już dziś zadbać o poszerzenie swoich umiejętności psychopedagogicznych. Będą musieli jeszcze bardziej skupić się na większym zróżnicowaniu klasy. Pandemia pokazała, jak bardzo potrzebne jest utworzenie szkoły relacyjnej i otwartej na ucznia. Readaptacja może potrwać długo.

Uczniowie wrócą do szkoły z zupełnie innym bagażem doświadczeń z „domowej” edukacji.

Zdecydowanie tak. Jedni będą z euforią podchodzić do powrotu – w końcu wyszli z domu i mogą spotkać się z przyjaciółmi. Drudzy wrócą w strachu, będą bać się zagrożenia. Jeszcze inni, którzy nie wierzą w koronawirusa, bo to im wpojono w domu, będą kpić z tych obawiających się zachorowania. Musimy być na to przygotowani. Zmiana szkoły jest zmianą permanentną i pandemia to jeszcze bardziej uwidoczniła.

Co będzie sukcesem w krótszej np. pięcioletniej perspektywie wdrażania edukacji włączającej?

Gdy każdy rodzic z dzieckiem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi będzie mógł powiedzieć, że ma szczęście, iż „trafił do tej szkoły”. Szkoła musi zrozumieć, że jest ważnym miejscem, gdzie rozpoznaje się potrzeby dziecka i analizuje, jak można je wesprzeć. Gdyby za pięć lat każda szkoła do tego doszła i wprowadziła to jako standard funkcjonowania to byłby sukces.

 

Rozmawiał Piotr Bera