Aktualności

„Witaj szkoło”


2 września 2022

Mówiąc o zarobkach w oświacie rząd powinien robić to uczciwie i odwoływać się do zasadniczego, a nie średniego wynagrodzenia nauczycieli. To ostatnie jest wyliczane z uwzględnieniem wszelkich dodatków, nadgodzin, nagród jubileuszowych, trzynastek, czy odpraw emerytalnych. Tym bardziej, że rząd mówiąc o wynagrodzeniu innych grup zawodowych odwołuje się do wynagrodzenia zasadniczego.. Tylko takie jednolite podejście pozwala uczciwie przedstawić zarobki wśród różnych zawodów – mówi Iwona Waszkiewicz, wiceprezydent Bydgoszczy i przewodnicząca Komisji Unii Metropolii Polskich ds. Edukacji.

Czy obecne i planowane zwiększenie subwencji oświatowej będzie miało wpływ na zmniejszenie udziału środków własnych samorządów w wydatkach na oświatę?

Iwona Waszkiewicz: subwencja oświatowa na 2023 r. jest planowana w wysokości 64,4 mld zł. To o 11,1 mld zł więcej w stosunku do tego, co zaplanowano w ustawie budżetowej na 2022 r. Należy jednak zwrócić uwagę, że ta kwota zwiększenia nie wynika z tego, że rząd uwzględnił postulaty samorządów czy związków zawodowych, ale w znacznej części jest wynikiem  zmian, w tym nowych zadań,  wprowadzonych w 2022 r., które po prostu skutkują wzrostem wydatków na oświatę. Już bowiem w roku bieżącym realizujemy np. zatrudnienie nauczycieli specjalistów w szkołach i placówkach oświatowych zgodnie z nowelizacją ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw.  Wprowadzono także podwyżki nauczycielskich wynagrodzeń, co prawda niewielkie, bo wynoszące 4,4%, ale też rodzące skutki finansowe. Mamy też trzecią zmianę: w awansie zawodowym nauczycieli i podniesienie wynagrodzeń (od 1 września br.) nauczycieli początkujących, czyli tych którzy do tej pory byli nauczycielami kontraktowymi lub stażystami.

Wydaje się, że resort edukacji wspólnie z ministerstwem finansów dosyć skrupulatnie policzyli koszty tych wdrożonych w 2022 r. zadań

Tak. Zatrudnienie specjalistów oszacowano na koszt rzędu 1,5 mld zł rocznie. Podwyżki (majowe) dla nauczycieli to kolejne 2,5 mld zł. Zmiany w awansie zawodowym nauczycieli i podwyżki dla nauczycieli początkujących to około miliard złotych rocznie. W sumie bezpośrednią konsekwencją tych zmian powinno być zwiększenie subwencji oświatowej na przyszły rok o około 5 mld zł.

Tymczasem rząd komunikując o wzroście subwencji na 2023 r. o 11 mld zł odnosi się do kwoty, która była zaplanowana na 2022 r. Jeżeli wykonamy proste działanie matematyczne – od tej kwoty odejmiemy te 5 mld zł, które są już rozdysponowane - okazuje się, że rzeczywista kwota zwiększenia subwencji oświatowej na 2023 r. wyniesie około 6 mld zł.

Czy jest to kwota, która jest w stanie poprawić sytuację finansową w oświacie? Z punktu widzenia samorządów oczywiście.

Wszystko zależy od tego, na co te 6 mld zostanie przeznaczonych. My – samorządy – wnioskujemy o zwaloryzowanie kwoty subwencji oświatowej na 2022 rok o wskaźnik bieżącej inflacji, ale także, aby w subwencji oświatowej na 2023 r. uwzględniony był m.in. wzrost cen energii oraz planowana (na styczeń i lipiec przyszłego roku) podwyżka minimalnego wynagrodzenia. Natomiast z informacji, które do nas docierają wynika, że zwiększenie subwencji skonsumuje podwyżka wynagrodzeń dla nauczycieli w wysokości ok. 8%.  Podwyżka oczekiwana przez środowisko, potrzebna bo nauczycielskie wynagrodzenia są dramatycznie niskie.

Z tej perspektywy nie wydaje się, aby kwota 6 mld zł w jakiś nadzwyczajny sposób poprawiała sytuację finansową w oświacie. 

Liczyliśmy na  zmniejszenie poziomu wkładu własnego JST w wydatkach na oświatę. Niestety tak się nie dzieje. Tendencja jest bowiem taka, że każdorazowy wzrost subwencji oświatowej pociąga za sobą także wzrost (a nie spadek) udziału JST w wydatkach na oświatę. Co więcej, w ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy, że wydatki własne JST na oświatę rosną szybciej niż subwencja oświatowa. Mamy więc nadzieję, że te dodatkowe 6 mld zł pozwolą przynajmniej wyhamować tę tendencję, zwłaszcza biorąc pod uwagę bardzo trudną sytuację finansową samorządów - praktycznie nie mamy żadnych wolnych środków na przyszły rok. Oczekujemy też, że na samorządy nie będą nakładane żadne nowe zadania obciążające nasze budżety. To nie powinno mieć miejsca w sytuacji, w której samorządowe finanse zostały zdemolowane przez ostatnie zmiany w prawie podatkowym.

Od czego w takim razie należałoby zacząć porządkowanie systemu finansowania oświaty?

Od wielu lat samorządy domagają się opracowania przejrzystego modelu finansowania zadań oświatowych. Takiego, który daje gwarancję pozyskania adekwatnych środków na ich realizację. Przede wszystkim wnioskujemy o to, aby opracować pełny zestaw – pakiet -  standardów oświatowych, które będą miały zabezpieczenie finansowania z budżetu państwa. Taki koszyk gwarantowanych usług/zadań w zakresie oświaty. Przykładem takich standardów są  np. wprowadzone w tym roku standardy zatrudniania specjalistów w szkołach i przedszkolach…

ale z ich wypełnieniem szkoły i organy prowadzące mają problemy

Te problemy wynikają po pierwsze z terminu ich wprowadzenia – zbyt późno je ogłoszono. Przypomnijmy, że projekty rozporządzeń zobaczyliśmy dopiero w czerwcu, a to głownie w kwietniu i maju  projektuje się zatrudnienie na kolejny rok szkolny.  Po drugie: na rynku jest wyraźnie dostrzegalny deficyt specjalistów, w szczególności logopedów czy pedagogów specjalnych. Duże znaczenie ma też aspekt finansowy: trudno znaleźć specjalistów chętnych do pracy w publicznej szkole.  Wystarczy przyjrzeć się  obecnie obowiązującym rynkowym stawkom godzinowym psychologa czy oligofrenopedagoga.

Rozumiem. Wróćmy zatem do standardów oświatowych. Co ich wprowadzenie da samorządom?

Każdy samorząd powinien, na podstawie pewnego modelu, wiedzieć jakiego typu szkoły, jakie oddziały, jakich nauczycieli i jakich innych pracowników może zatrudnić w ramach dostępnej puli środków finansowych, czyli innymi słowy mówiąc, jakie wydatki są zagwarantowane w budżecie państwa. Obecnie pełnej gwarancji nie ma. Coraz częściej wprowadzane są nowe zadania, które nie znajdują finansowego odzwierciedlenia w subwencji. Po prostu pieniędzy nie wystarcza i samorząd – zobowiązany prawem do zrealizowania określonych zadań - musi uczestniczyć w ich sfinansowaniu.  Chcielibyśmy także uwzględnienia specyfik różnych JST np. że w gminach wiejskich standardem, na który będzie 100% pokrycie, mógłby być oddział np.  ośmioosobowy.  Jeśli chcemy, aby istniały małe wiejskie czy po prostu peryferyjne szkoły – ich wyższe koszty funkcjonowania muszą być uwzględnione. Inne standardy dotyczyłyby szkół w dużych miastach. Chodzi także o minimalne wskaźniki dla zatrudnienia nauczycieli i innych pracowników (psychologów, logopedów, bibliotekarzy, opiekę świetlicową, pomoc psychologiczną, ale także administrację i obsługą szkoły). W konsekwencji każdy samorząd przygotowując się do kolejnego roku szkolnego i budżetowego miałby pełną świadomość na jakie zasoby może sobie pozwolić. Nadal każdy samorząd – w miarę swoich możliwości –mógłby  przeznaczać dodatkowe środki na realizację zadań oświatowych. Dlatego chcielibyśmy takiego koszyka zadań oświatowych, na które będzie 100% finansowanie z budżetu państwa.

Mówiąc inaczej rząd powinien określić jasno, co  wchodzi do pakietu standardowych usług oświatowych, wycenić te poszczególne usługi/zadania,  sprawdzić, czy jest szansa, aby pełne środki na ich realizację znalazły się nie tylko w perspektywie jednego ale i kolejnych budżetów państwa a następnie przekazywać je samorządom do wydatkowania?

Tak. Ja bym jeszcze zwróciła uwagę na to, że nowa formuła finansowania zadań oświatowych musi uwzględniać także finansowanie edukacji przedszkolnej. Co prawda ponad 20 lat temu ustalono, że finansowanie przedszkoli to zadanie własne samorządu gminnego i że edukacja przedszkolna nie będzie finansowana z części oświatowej subwencji ogólnej, ale w międzyczasie wprowadzonych zostało wiele zmian i nowych obowiązków wobec JST w zakresie realizacji tego zadania nie zastanawiając się, czy poradzą sobie z tym lokalne budżety.  Każda gmina ma obowiązek zapewnić miejsce w przedszkolu każdemu małemu mieszkańcowi - już od 3 roku życia. Tego obowiązku kiedyś nie było. Oczywiście to dobra zmiana, ważna społecznie, ale rodząca dodatkowe koszty.  Jednocześnie zmieniły się zasady finansowania przedszkoli, które są  minimum przez 5 godzin dziennie bezpłatne, a w pozostałym czasie opłata, którą ponoszą rodzice, jest w porównaniu z realnymi kosztami właściwie symboliczna, ponieważ wynosi 1* zł za godzinę.

Ale jest i subwencja na sześciolatków i dotacja przedszkolna.

Tak, ale zarówno objęcie subwencją sześciolatków  jak i  dotacja celowa dla przedszkoli to jedynie minimalne wsparcie finansowe. Te kwoty absolutnie nie pokrywają nawet połowy kosztów funkcjonowania przedszkoli. Tymczasem wydatki na edukację i opiekę przedszkolną w ciągu ostatnich 20 lat wzrosły czterokrotnie. W naszej ocenie jest to wydatek, który powinien zostać przeniesiony na barki państwa i  być uwzględniony w subwencji oświatowej. 

To też pokazuje jak bardzo skomplikowany jest system finansowania oświaty. Subwencja naliczana jest na ucznia, choć koszty generuje także oddział. Ze środków subwencji finansowane są wynagrodzenia nauczycieli ale nie wszystkich, tych przedszkolnych – nie.  Z subwencji oświatowej wydzielona jest dodatkowo rezerwa – pula środków na zadania specjalne…

Tak, to prawda.  Warto zwrócić uwagę, że nauczyciele w przedszkolach nie są finansowani z subwencji oświatowej ale dotyka ich każda zmiana także zasad wynagradzania.  I o ile środki  na podwyżki w szkołach są teoretycznie zagwarantowane w subwencji, to wynagrodzenia w przedszkolach są pozostawione do sfinansowania z budżetów samorządowych.

Już po raz kolejny w naszej rozmowie powraca temat wynagrodzeń nauczycieli, wiec zapytam: w tym roku pensje części nauczycieli wzrosły dwukrotnie (w maju wszystkim i we wrześniu nauczycielom początkującym), czy to wystarczy?

Zarobki nauczycieli są niewątpliwie niskie. Po tegorocznych podwyżkach zasadnicze wynagrodzenie nauczyciela początkującego w najniższej grupie zaszeregowania  i tak za chwilę – od 1 stycznia 2023 – bez kolejnej podwyżki byłoby poniżej wynagrodzenia minimalnego. To na pewno jest demotywujące nie tylko dla osób wchodzących do zawodu. I nawet planowana podwyżka, o której słyszymy - 8% - absolutnie nie spełni oczekiwań tej grupy zawodowej.  

To skąd wynika to zamieszanie informacyjne o wysokości zarobków nauczycieli?

Resort oświaty w swoich komunikatach posługuje się danymi na temat  średnich wynagrodzeń nauczycieli, czyli takich do wyliczenia których używa wszystkich składników: dodatków, nadgodzin, odpraw emerytalnych, nagród jubileuszowych, trzynastek. Resort nie posługuje się wynagrodzeniem zasadniczym, a szkoda, bo w innych grupach zawodowych mówiąc o wynagrodzeniach wskazuje się wysokość wynagrodzenia zasadniczego, bez innych składników. Dodatek stażowy, nadgodziny, odprawy, czy trzynastki mają przecież i inni pracownicy budżetówki.

Przypomnijmy: wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela początkującego z przygotowaniem pedagogicznym - 3424 zł brutto, a nauczyciela dyplomowanego, a więc po osiągnięciu najwyższego możliwego stopnia awansu zawodowego - 4224 zł brutto.  Widzimy jak bardzo pensje nauczycieli są niedoszacowane i że podwyżki rzędu 300 zł brutto problemu niskich zarobków w oświacie na pewno  nie rozwiążą.

Niskie zarobki nie budują też prestiżu zawodu nauczyciela, nie przyciągają młodych ludzi do pracy w szkołach i chyba nie motywują?

To wszystko prawda, a przecież nie jest żadnym odkryciem, jaką rolę pełnią nauczyciele, jak ogromny wpływ mają na młode pokolenie, na to, jak będzie przygotowane do dorosłego życia, jaką wiedzę i jakie kompetencje zdobędzie. Edukacja jest nie do przecenienia a nauczyciele są kluczem do sukcesu.

Jaki powinien być zatem pierwszy krok w kierunku naprawy polskiego systemu oświaty?

To jest temat szeroki jak morze, ale wskażę trzy punkty. Po pierwsze zmiana modelu finansowania. To jest bardzo trudne, ale konieczne i wbrew pozorom wykonalne. Po drugie -  nowy model zawodowy nauczycieli. To również nie jest proste, ale wierzę, że udałoby się  go wypracować wspólnie ze środowiskami nauczycieli. Po trzecie -  podstawy programowe. Ta sfera tez wymaga bardzo dużo pracy i zmian m.in. obecna podstawa programowa w zbyt dużym stopniu opiera się na wiedzy, którą uczeń ma przyswoić, natomiast zbyt pobieżnie dotyka kwestii kompetencji i umiejętności.

Dziękujemy za rozmowę

- rozmawiali: Iwona Waszkiewicz,  Agata Saracyn i Michał Cyrankiewicz-Gortyński