Ogólne

Scentralizowany i miejscami archaiczny – taki jest Krajowy Plan Odbudowy


01 kwiecień 2021

Przygotowany przez rząd projekt Krajowego Planu Odbudowy jest w wielu miejscach archaiczny, powtarza stare pomysły i zapisy z innych programów. Gdyby w procedurę jego tworzenia strona pozarządowa i samorządy były włączone od samego początku, z pewnością byłby bardziej innowacyjny. Nasze wątpliwości budzą też zapisy wskazujące że gro środków z KPO ma wspierać przedwyborcze de facto obietnice obecnego rządu oraz scentralizowany model zarządzania – mówi Marek Woźniak, przewodniczący polskiej delegacji do Europejskiego Komitetu Regionów marszałek województwa wielkopolskiego.

W ostatnim tygodniu odbywa się ożywiona dyskusja na temat opracowanego przez rząd projektu Krajowego Planu Odbudowy. Jak Pan ocenia ten dokument?

Marek Woźniak: Przede wszystkim trzeba zauważyć, że brak w nim spójności, a zawarte w nim zapisy nie do końca odpowiadają prawdzie. Przykładowo zapisano w nim, że KPO powstał „w wyniku procesu konsultacji społecznych przeprowadzonych w lutym i marcu 2021 r.” Te konsultacje rozpoczęły się i trwają dopiero w końcówce marca. Trudno jest więc uznać za prawdziwe stwierdzenie, że dokument ten jest efektem „konsultacji”.

Problem braku współpracy przy tworzeniu krajowych planów odbudowy, nie jest wyłącznie polskim…

To prawda. Nie jest to wyłącznie polski problem. Także w innych państwach krajowe programy odbudowy są przygotowywane w zamkniętej procedurze rządowej, a konsultacje mają niejako wtórny charakter. To jest groźne i zostało dostrzeżone na forum europejskim.

Sam jestem sygnatariuszem porozumienia 25 europejskich regionów z 10 krajów, podpisanego na wniosek hiszpańskiego regionu Katalonia, skierowanego do wszystkich czynników decyzyjnych w UE. Dokument, którego tytuł brzmi: Europejskie regiony na rzecz odbudowy, nawołuje do tego, aby uwzględnić przy tworzeniu krajowych planów odbudowy udział regionów i samorządów lokalnych.

Innym przykładem może być – przyjęty 23 marca na nadzwyczajnym spotkaniu grupy politycznej Europejskiej Partii Ludowej w Europejskim Komitecie Regionów – apel, w którego pkt. 5 zapisano: „Apelujemy o podjęcie działań zgodnie z oświadczeniem Komisji Europejskiej o pełne zaangażowanie władz lokalnych oraz regionalnych w przygotowanie krajowych planów odbudowy i zwiększania odporności oraz o wyraźne przyznanie im aktywnej roli, począwszy od określenia priorytetów, ustalenia wykonalności terminów i zatwierdzania, a skończywszy na ostatecznym przedłożeniu”.

Te konsultacje i wysłuchania publiczne organizuje nie tylko rząd, ale także sektor pozarządowy.

Tak i muszę powiedzieć, że jestem pod głębokim wrażeniem konsultacji, zorganizowanych przez NGO-sy, w szczególności przez Fundację Stocznia wspólnie z Ogólnopolską Federacją Organizacji Pozarządowych. Wskazują one na ważne, wręcz kluczowe dla oceny KPO wątki. Niestety, obawiam się, że jesteśmy na takim etapie prac nad KPO [ma on zostać przedstawiony Komisji Europejskiej pod koniec kwietnia – MC], który uniemożliwi ich pełne uwzględnienie.

W mojej ocenie najważniejsze są te głosy, które wskazują na archaiczność przygotowanego przez rząd dokumentu, na fakt, że jego zapisy nie wybiegają w przyszłość, a tym samym nie dają szansy na wydatkowanie funduszy europejskich z mechanizmu odbudowy i odporności w sposób nowoczesny i odpowiadający najnowszym trendom. Szczególnie interesująca była dla mnie dyskusja na temat komponentu „Efektywność, jakość i dostępność systemu zdrowia”. Pojawiło się w niej wiele wątków dotyczących nowoczesnych technologii, telemedycyny, optymalizacji procesów, deinstytucjonalizacji opieki zdrowotnej chociażby w postaci mieszkań wspomaganych… tam pojawiła się cała kopalnia pomysłów, których w rządowym dokumencie nie ma.

Dlaczego?

Ponieważ w dużej części jest to dokument odtwórczy, powtarzający pomysły i zapisy, które pojawiały się i przewijały w dokumentach wcześniejszych. Gdyby prace nad projektem KPO rząd rzeczywiście prowadził, współdziałając ze stroną pozarządową: samorządami, przedstawicielami biznesu, nauki czy organizacji pozarządowych, to – być może – byłby on nowocześniejszy.

Archaiczność to niejedyne zastrzeżenie zgłaszane do projektu KPO. Jakie inne zagrożenia dostrzega Pan w jego zapisach?

Czytając ten dokument, odnoszę wrażenie, że jego celem jest realizacja wyborczych obietnic rządzącej koalicji. W wielu jego miejscach znajdują się bowiem odwołania do programów rządowych – ogłaszanych przy okazji kolejnych wyborów parlamentarnych, prezydenckich czy samorządowych – takich jak budowa stu obwodnic, Kolej Plus oraz innych. Miały być one – zgodnie z ówczesnymi deklaracjami – finansowane ze środków budżetu państwa.

Takie zapisy powodują, że mam wątpliwości, na ile Krajowy Plan Odbudowy będzie dokumentem służącym realizacji programu wyborczego rządzącej koalicji, a na ile programem służącym rozwojowi i wzmacnianiu polskiej gospodarki. Na ile będzie uwzględniał np. interesy samorządów regionalnych i lokalnych, czy będą one w jego zapisach traktowane na równych zasadach?

Równoprawny dostęp do funduszy to też kwestia zarządzania nimi…

No właśnie. I tutaj znowu pojawiają się zapisy, które budzą wśród samorządów duże wątpliwości. A to dlatego, że KPO przewiduje bardzo silną centralizację zarządzania, wydatkowanymi na podstawie tego dokumentu, funduszami europejskimi. Z treści KPO jasno bowiem wynika, że za wydatkowanie środków EU – a ma być tego prawie 60 mld euro – odpowiadać będzie Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej oraz resorty branżowe. To mają być te centrale dyspozycyjne, a inne podmioty, w tym np. województwa samorządowe, które mają olbrzymie doświadczenie w wydatkowaniu pomocy unijnej, nie są w KPO uwzględniane jako instytucje wdrożeniowe.

Taka konstrukcja budzi wątpliwości, zwłaszcza jeżeli w dokumencie przeczytamy, że to instytucje rządowe mają decydować o rozdziale środków pomocowych na reformy i inwestycje, realizowane głównie przez instytucje i rządowe spółki. Tak będzie np. ze środkami na transport szynowy. Tak może być ze środkami na służbę zdrowia. Może okazać się, że trafią one w większości do szpitali rządowych (resortowych) czy klinicznych, a ominąć samorządowe, powiatowe, miejskie czy wojewódzkie.

Tego typu obawy, sygnalizowane podczas konsultacji i wysłuchań, są całkiem realne.

Rząd zapewnia jednak, że jeżeli na jakieś projekty czy inwestycje samorządowe środków w ramach KPO nie będzie, to na pewno znajdą się one w innych mechanizmach, np. w Funduszu Spójności.

To trochę tak, jakby rząd grał z nami w trzy kubki, które stale są w ruchu i wiadomo, że pieniądze pod którymś są, ale nie wiadomo pod którym. A jak mówimy sprawdzam, to słyszymy, że może są gdzieś indziej. Dlatego też proponujemy, aby 40 proc. środków finansowych było zarezerwowanych dla poziomu regionalnego, tak jak to jest w krajowych dokumentach, dotyczących polityki spójności. Sugeruję, żeby zakopertować to według parytetu liczby mieszkańców dla każdego z regionów. Do dyskusji jest, czy zarząd województwa będzie te środki wydatkował jako instytucja zarządzająca czy pośrednicząca. Sam fakt zakopertowania określonej kwoty na potrzeby określonego obszaru gwarantowałby, że tam te pieniądze popłyną i znajdą się w zasięgu lokalnych beneficjentów.

Tutaj jest jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia, o której nie można zapominać. To nie jest tak, że źródło dofinansowania, czy to będzie mechanizm odbudowy i odporności, czy Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, nie ma żadnego znaczenia. Otóż ma! M.in. dlatego, że projekty dofinansowane w ramach KPO nie będą wymagały wkładu własnego. Te dofinansowane z innych źródeł, np. Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego czy Europejskiego Funduszu Społecznego, już tak.

Dziękuję za rozmowę

– rozmawiał Michał Cyrankiewicz – Gortyński