Aktualności

Rząd: na Polskim Ładzie żaden samorząd nie straci. Bydgoszcz: straciliśmy 436 mln zł


22 listopada 2022

Od 2010 r. dochody Bydgoszczy z podatku PIT systematycznie rosły. Rosła też nadwyżka operacyjna i możliwości inwestycyjne miasta. Bydgoszcz mogła się rozwijać. Kres temu położył wdrożony przez rząd Polski Ład, który pozbawił samorządy dużej części dochodów z podatku od osób fizycznych. Strata Bydgoszczy z lat 2019 – 2023 z tego tytułu to 436 mln zł. Efekt to spadek nadwyżki operacyjnej budżetu z 292 mln zł w 2019 r. do niecałych 8 mln zł w 2023 r. i największy w ciągu ostatnich 10 lat deficyt miejskiego budżetu – mówi Rafał Bruski, prezydent Bydgoszczy.

Michał Cyrankiewicz-Gortyński: 15 listopada upłynął termin, w którym prezydent miasta przedkłada projekt budżetu radzie i regionalnej izbie obrachunkowej. Jak udało się zaplanować ten plan finansowy na 2023 r. w Bydgoszczy?

Rafał Bruski: Sama procedura tworzenia budżetu nie jest niczym skomplikowanym. To proste zestawienie posiadanych zasobów i zadań, które trzeba zrealizować. Problem pojawia się, jeżeli zasoby nie wystarczają na realizacje wszystkich zadań. Niestety taką sytuację mieliśmy w tym roku planując przyszłoroczny budżet.

Będzie deficyt?

Niestety tak, i to najwyższy w ciągu ostatnich 11 lat. Planujemy, że wyniesie on w zaokrągleniu 365 mln zł (364,8 mln zł).

A co z nadwyżką operacyjną?

Ta również się drastycznie skurczy. W stosunku do planowanej na 2022 r. będzie niższa o około 70 mln zł. Planujemy bowiem, że wyniesie 7,9 mln zł. To mniej niż wynosiła nadwyżka operacyjna w 2010 r., nie mówiąc już o tej odnotowanej w 2019 r., która wynosiła 292 mln zł.

To chyba zła informacja, przynajmniej, jeżeli chodzi o proces inwestycyjny. Czy ten też zostanie zastopowany.

W dużej części tak. Sytuacja finansowa miasta jest taka, że musimy ograniczać również wydatki inwestycyjne. Nie będą zatem rozpoczynane żadne nowe inwestycje, chyba że takie, które otrzymają zewnętrzne finansowanie. Zrobiliśmy też wyjątek dla tych, które są najbliżej obywateli, czyli finansowanych w ramach Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego. Oczywiście kontynuowane będą te działania inwestycyjne, które są w trakcie realizacji.

Gdzie szukać przyczyn tej sytuacji? Czy winna jest hiperinflacja, rosnące ceny paliw, energii, a w konsekwencji koszty funkcjonowania miasta?

Oczywiście 17% inflacja nam nie pomaga, tak samo jak drakońskie ceny paliw i energii. Dość powiedzieć, że w otwartym w ostatnich dniach przetargu na dostawę gazu dla miasta cena jest o 250% wyższa dla podmiotów chronionych, takich jak żłobki czy przedszkola oraz aż o 950% wyższa dla pozostałych jednostek miasta…

… a co z prądem? Czy udało się w końcu rozstrzygnąć przetarg na zakup energii elektrycznej?

Nie. Po trzech postępowaniach jesteśmy w punkcie wyjścia. Z informacji jaką otrzymaliśmy w ostatnim postępowaniu od firmy ENEA, a jest to spółka Skarbu Państwa, wynika, że nie jest zainteresowana dostawą energii elektrycznej dla Bydgoszczy. Pisałem w tej sprawie do ministra aktywów państwowych Jacka Sasina, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.

Czy to oznacza, że miasto zostanie bez prądu?

To na szczęście nam nie grozi, ale przekłada się na cenę, którą będziemy musieli płacić za utrzymanie dostaw prądu. Będzie droższy o około 0,5 mln zł niż wynika ze specustawy, bo dochodzi dodatkowa opłata, a łącznie zapłacimy ok. 40% więcej niż dotychczas.

No dobrze, a co z dochodami budżetu? Pytam głównie o PIT.

Jeżeli chodzi o dochody z PIT to mamy kompletne załamanie. I nie jest to wina pandemii COVID czy wojny w Ukrainie ani konsekwencja kryzysu gospodarczego, a jedynie działań podjętych przez rząd a nazwanych Polski Ład. Wprowadzone pod tą nazwą zmiany w podatku dochodowym od osób fizycznych spowodowały, że nasze dochody z PIT w ciągu trzech lat (2019 – 2023) spadły łącznie o ponad 580 mln zł. Uwzględniając rządową rekompensatę utraconych dochodów z PIT ubytek dochodów Bydgoszczy z PIT wynosi ponad 436 mln zł.

Obniżenie stawki podatkowej PIT odbiło się też na dochodach budżetu państwa.

Ale nie w takim stopniu jak na budżetach JST również poprzez zabieg, który rząd nazwał stabilizacją dochodów podatkowych z PIT.

Na czym ona polega?

Do 2021 r. wpływy z podatku PIT były dzielone po połowie pomiędzy budżet centralny i budżety JST. W 2021 r. rząd postanowił ustabilizować dochody JST z tego źródła postanawiając, że na 2022 r. i lata następne dochód każdej gminy czy miasta zostanie przez ministra finansów ustalony z góry i będzie wypłacany w równych miesięcznych ratach. Efekt tego działania zobaczyliśmy już w bieżącym roku. Ustabilizowane dochody Bydgoszczy spadły rok do roku o 14% a dochody budżetu państwa wzrosły (rok do roku) o 10,7%. Nastąpiło zatem przerzucenie dochodów, które zasilały dotychczas budżety lokalne do budżetu centralnego. Co więcej ten planowany przez ministra finansów „stabilny PIT” jest w przypadku Bydgoszczy z roku na rok niższy. O ile w 2022 r. zaplanowano dla miasta 490 mln zł z tego tytułu, to nasz dochód z PIT w 2023 r. ma wynieść już tylko 469 mln zł. Dla porównania przypomnę, że w 2019 r. ten dochód wynosił 534 mln zł. 

No ale na jakąś pomoc od rządu samorządy mogą jednak liczyć.

Niestety sprowadza się ona w zasadzie do dwóch rzeczy: po pierwsze do powiedzenia nam, że możemy się zadłużać, a po drugie do wskazania, że brakujących dochodów możemy szukać w kieszeniach mieszkańców podnosząc podatki i opłaty lokalne.

We wrześniu tego roku rząd znalazł jednak dodatkowe środki dla JST.

Szkoda tylko, że znalazł je w naszych przyszłorocznych budżetach. Te „dodatkowe” 10,7 mld zł (w tym roku dzielili 13,7 mld zł, a zdjęli nam z przyszłego roku 10,3 mld zł) do podziału, które JST otrzymały w tym roku (nota bene m.in. pod naciskiem szefa Krajowej Rady regionalnych Izb Obrachunkowych) pochodzą bowiem z przyszłorocznej subwencji rozwojowej. Jakie są konsekwencje tej decyzji wyjaśnię na przykładzie Bydgoszczy. Gdyby te środki Miasto otrzymało w 2023 r., i według planowanych zasad podziału moglibyśmy liczyć na to, że w przyszłym roku otrzymamy dodatkowe 100 mln zł. Rząd przesuwając je na rok bieżący zmienił jednak zasady ich dzielenia pomiędzy JST, w efekcie zamiast 100 mln zł Bydgoszcz otrzymała jedynie 69 mln zł. A ponieważ wykorzystanie środków przyszłorocznej subwencji rozwojowej w 2022 r. oznacza, że w 2023 r. nie zostanie ona samorządom wypłacona, to oznacza, że Bydgoszcz straciła 31 mln zł. Tak wygląda to, że rząd pomaga samorządom.

Trudno się w tym wszystkim połapać.

Faktycznie brak tutaj jakiejkolwiek logiki, dodam więc, że podobno w przyszłym roku mamy otrzymać (zamiast subwencji rozwojowej) należną JST nadwyżkę dochodów z PIT za 2022 r. Jak to pogodzić np. z zasadą jednoroczności budżetu, tego nie wiem.

Jakie działania były konieczne, aby dopiąć przyszłoroczny budżet?

Przede wszystkim oszczędności. O inwestycyjnych już mówiłem, ale wdrażamy także program oszczędzania energii. W urzędach będzie też chłodniej niż zazwyczaj. Planujemy zmiany w komunikacji publicznej, rezygnujemy (jak na razie na rok) z realizacji niektórych programów, jak np. Ster Na Bydgoszcz. Nie będzie też dotacji dla klubów sportowych, a konkursy dla NGO i kultury zostaną mocno ograniczone. To nie koniec. Oszczędzać będą musieli wszyscy dysponenci budżetu, czyli te podmioty, które realizują zadania miejskie. Środki, które otrzymają na przyszły rok, będą analogiczne do tegorocznych, co przy 17% inflacji oznacza ograniczenie zakresu realizowanych zadań. Niestety konieczne będą też podwyżki dla mieszkańców, np. podatku od nieruchomości. To jest zawsze trudna decyzja, a w sytuacji w której inflacja zmniejsza realną siłę nabywczą pieniądza, jeszcze trudniejsza, ale - niestety konieczna. Rezygnujemy także z szeregu działań promocyjnych i imprez dla mieszkańców.

Innymi słowy Bydgoszcz zaciska pasa.

Niestety taka jest prawda. Przykre jedynie, że sytuacja ta jest w ogromnym stopniu zasługą nieprzemyślanych działań rządu, które zdemolowały samorządowe finanse.

Dziękuję za rozmowę.

Michał Cyrankiewicz-Gortyński

Redaktor